wtorek, 1 listopada 2005

Cmentarz i ja

Właśnie wrócilismy z cmentarza. Ja osobiscie ne lubie cmentarzy bo są pełne "ciszy". Podpisuje się pod tymi słowami z forum: "... Ja tam nie chciałabym patrzeć jak ktoś po mnie płacze i chodzi jak struty. Wolałabym, żeby o mnie pamiętano z uśmiechem na ustach...". Bo skoro starałem się ludzi troche rozbawić (chyba mi się udaje) to by było naprawdę fajnie i miło żeby i po śmierci myśląc o mnie się uśmiechali, prawda? Myślę, że cały smutek pochodzi z tego, że wiekszośc ludzi nie jest z tym pogodzona tzn. ze śmiercią. Ja ze swoją jestem. Oczywiście zupełna inna sprawa ze jak mysle o swoich bliskich. Wybaczcie wtedy to ja juz taki "twardo-rozumny" nie jestem. Myśl, że kiedyś się gdzieś tam spotkamy jakoś mnie nie przekonuje. Ale nikt nie mówił, że bedzie łatwo... Ale czemu musi być AŻ tak trudno? Może sam sobie przeczę, może sam się odszukuje? Może.
Ok, juz kończe bo takie dni jak dziś, jak wiecie, tak mnie nakręcają. Dziś i tak mało sie odzywałem bo się stopuje po pewnym wydarzeniu. Pozwoliłem sobie tylko na sprecyzowaniu jak ma wyglądać moj nagrobek i wymuszenie na Edytce, żeby sie upierała przy tym i nie pozwoliła rodzinie robić niczego innego. Trawka i czarna granitowa płyta. I musi gdzieś tam być słowo Tycjan.

Do nastepnego roku. Pewnie znów będzie tak samo ;)