sobota, 28 października 2006
Tycjan vel Metatron
Ktoś: Cześć, jestem Tomek
Ja: Część, Metatron
Ktoś: Jak? Kto?
Ja: Głos Boga....
Hehehe tak, tak bo Metatron to właśnie "głos Boga".
Wierzcie mi już miałem takie akcje... jest śmiesznie :)
Przy okazji powróciłem do mojego starego "hobby", czyli Angelologi. Historie o Aniołach pozwalają naprawdę zbudować super fabułę dla książki lub filmu.
Metatron zwany jest królem aniołów, księciem Bożego oblicza lub Bożej obecności, kanclerzem niebios, aniołem przymierza, wodzem aniołów służebnych. W niebie Metatron jest "przewodniczącym sądu niebios"; na ziemi troszczy się, aby ludziom nie zabrakło pożywienia. Znaczenie imienia Metatron jest niejasne. Eleazar z Wormacji twierdził, że pochodzi ono od łac. metator (mierniczy lub prekursor). W Talmudzie i Targumach anioł ten jest pośrednikiem między sferą ludzką i boską. Metatron bywał utożsamiany z aniołem, z którym Jakub walczył w Penuel (Rdz 32), stróżem (Iz 21, 11-12), a także z Logosem, Urielem, a nawet Samaelem. Według niektórych źródeł, to właśnie o Metatronie mowa w Księdze Wyjścia (23, 20-21): "Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i do prowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. [...] imię moje jest w nim". Według kabały, Metatron był aniołem, który prowadził dzieci Izraela przez pustynię. W literaturze okultystycznej, jest bratem bliźniakiem (lub przyrodnim bratem) anioła Sandalfona. Według hebrajskiej Księgi Henocha Metatron jest najwyższym (pod względem wzrostu) aniołem niebios; jest także najpotężniejszym z aniołów, jeśli nie liczyć "ośmiu wielkich książąt, noszących imię swojego króla, JHWH". Jak głosi żydowska legenda, po wstąpieniu do nieba Henoch zamienił się w anioła Metatrona. "Bóg włożył swą własną koronę na głowę Henocha i dał mu siedemdziesiąt dwa skrzydła, a do tego niezliczoną ilość oczu. Ciało jego przemieniło się w płomień, ścięgna w ogień, kości w żar, oczy w lampy, włosy w promienie światła". Wezwany, Metatron zjawia się jako "słup ognia, a jego twarz promienieje blaskiem jaśniejszym niż słońce". Bywa też utożsamiany ze "Sługą Pańskim" z Księgi Izajasza 53, w którego cierpieniach i śmierci teologia chrześcijańska upatruje zapowiedź męki Chrystusa. Zohar nazywa Metatrona laską Mojżesza, z której "z jednego końca wydobywa się życie, a z drugiego- śmierć". W Traditions of the Jews Eisenmengera, Metatron jest najwyższym rangą aniołem śmierci, które mu Bóg każdego ranka wydaje polecenia odnośnie do dusz, które mają być tego dnia "zabrane" do nieba. Polecenia te Metatron przekazuje następnie swoim podwładnym, Gabrielowi i Samaelowi. Wśród licznych misji i czynów przypisywanych Metatronowi wymienić należy powstrzymanie ręki Abrahama, kiedy ten sięgnął po nóż, aby złożyć ofiarę z syna (ocalenie Izaaka przypisywano także Michałowi, Zadkielowi, Tadielowi, oraz "aniołowi Pańskiemu", o którym mówi Księga Rodzaju 22,11-15).
sobota, 21 października 2006
Sobota dniem pracy
Z powodu konferencji musze nadrobić 3 dni pracy teraz w weekend. Do zrobienia mam nowy layout koszyka zbiorczego w sklepie z zastosowaniem nowych mechanizmów i technologi AJAX.Z AJAX to trochę jest problem bo ja go nie znam i musze sie tera tego nauczyć ;)
Przez konferencje to przepadnie mi prawdopodobnie 2 zajęcia z anglika :/ Szkoda jak cholera bo sie trochę wczułem w to :}
Do roboty....
środa, 18 października 2006
Iron Golem
Dzisiaj będzie troche innej natury wpis. Jeżeli o chodzi o nastrój to nic sie nie zmieniło za bardzo, ale z drugiej strony cos sobie uświadomiłem. Do tej pory pisałem wszystko w czarnych barwach zarówno o życiu jaki i osobie. Tylko przecież ja wcale taki beznadziejny nie jestem. Zapomniałem całkowicie o podejściu jaki miałem kiedyś do siebie. Gdzie podziała sie ta „snobistyczno-zarozumiała” nuta, która zawsze mi towarzyszyła? Może na pierwszy rzut oka to co napisałem wydaje wam sie mało atrakcyjne, ale tak naprawdę sprowadzało sie to do tego że wierzyłem w siebie, w to co robię oraz że nie miałem kompleksów w stosunku do innych ludzi. Nie zazdrościłem innym ich życia (zdarzały sie oczywiście czasami wyjątki, ale w sensie pozytywnej zazdrości) bo skoro mam 2 ręce i mózg to raczej sam mogę do czegoś dojść i jak sie do tego przyłożę to dojdę chyba, że nie będę w stanie „sprzętowo” ale wtedy juz niestety nie mogę na to nic poradzić, ale sumienie będę maił czyste – zrobiłem wszystko co mogłem. Nie wiem czy udało mi sie to dobrze opisać. Pewnie Ci którzy mnie znali wcześniej może to zrozumieją.Czas wrócić do takiego sposobu podejścia do siebie i do tego co mnie otacza. Zresztą samo podejście od strony fizycznej nic się nie zmieniło. Dalej jestem/byłem ambitny (co jak przepuszczam lekko mnie wykańcza), dalej wykorzystuje każdą wolną chwile aby cos robić konkretnego, dalej nie lubię marnować życia bo przecież mamy je tylko jedne. Zabrakło tylko tego poczucia wartości własnej osoby. Stop. Jestem jaki jestem. Uważam siebie za wartościowego człowieka i staram się robić wszystko żeby tak było. Jeżeli gdzieś mnie nie ma to niech Ci „inni” to zauważą a nie ze to ja tylko żałują, że mnie tam nie ma. Tycjan jest tylko jeden, nikt mnie nie zastąpi. Wa też nikt nie zastąpi, tylko że ja o tym wiem, a Wy? Podróbki i zapchaj dziury się nie liczą. Nie róbcie z siebie klonów bo klonów może być więcej a oryginał jest tylko jeden. Ja uważam się ponownie za oryginał.
W sprawach przyziemnych bez zmian: dużo pracy. Na PO nie mam czasu zająć sie projektem do skończenia bo prace związane z codzienna aktualizacja stron zabierają/marnują mi go, ale już niedługo. Jak prawie wszędzie będą CMS to ludzie odpowiedzialni sami będą aktualizowali swoje „działki” ja skupie się na tworzeniu i nadzorem nad mechanizmami. Na „drugim etacie” skok w nowa technologie: AJAX. Z jednej strony sie cieszę a z drugiej jest lęk wyzwania, lęk przed nieznanym nowym. Czy dam radę. Jestem dobrej myśli :)
Angielski.... kurcze musze jeszcze dziś powtórzyć materiał i zrobić zadanie. Na szczęście zadanie jeszcze do trudnych nie należy, a pisownie powtórzę w następnych dniach, żeby być przygotowanym na poniedziałek.
Jakieś dziś dziwne ataki „malarii” miałem po pracy: zimno i dreszcze. Mam nadzieje że nic mnie nie bierze, że się nie zaraziłem. Dla pewności biorę profilaktycznie coś na przeziębienie. Bo ogólne to czuje się pod tym względem ok. Złego licho nie bierze. O właśnie, musze przeczytać/dokończyć „Złego” Tyrmanda, kiedyś zacząłem to czytać ale później pożyczyłem książkę koleżance i niestety w czasie powodzi zginęła (książka) bo jej dom został zalany.
btw. Ten koleś z boku to włąśnie Iron Golem z Neverwinter Nights 2, niedługo premiera ;)
wtorek, 17 października 2006
Stagnacja
Zaczęło sie nawet bardzo miło (co rzadko mi sie teraz zdąża) a skończyło sie na tym, że zrobiłem z siebie ostatniego durnia a wieczorem był juz standard.... :/ Taki ten los jest pokopany. Jedni na górze, a jedni na dole. Coraz bardziej zaczynam się skłaniać do myśli, że nieszczęście w życiu to taka kula śniegowa. Toczy sie robi się coraz większa i większa od nowych złych rzeczy które cie spotykają, aż w końcu... trach! gdzieś sie rozbije. I wtedy można juz z takiej „kraksy” nie wyjść :/
Zobaczymy jak długo moja będzie sie toczyć.
W pracy jak zwykle ostatnio masa roboty, ciężko sie skupić bo dużo ludzi teraz przychodzi, Jest to wynik nowego „poukładania” pracowników. Czekam na remont i nowy pokuj. Musimy sie odciąć.
W tym tygodniu chcę skończyć obecny projekt i zabrać sie za robienie strony dla Przetargów w MS Saherpoincie. Zabieram sie juz za wersje 2007 (obecnie beta) bo ma już niedługo wejść na rynek. Musze jakąś dokumentacje dorwać do tej wersji bo na razie ma tylko do 2003 a w 2007 podobno jest masa zmian.
Zastanawiam sie czy nie przejść na jakiś nowy edytor do kodowania. Do tej pory używałem jEdita (zarówno pod windowsem jak i pod linuksem), ale nie wiem czy teraz tego nie zmienić.
Na razie zastanawiam się nad Dreamweaverem 8 lub Zend Studio. D8 ze względu na łatwość wizualnej edycji kodu a ZS dlatego że ma super wsparcie dla PHP. Będę jeszcze to testował.
A jak nic nie wyjdzie z tego to dalej jEdit. Do tej pory nie spotkałem w innych edytorach nagrywanie „makr” i to zawsze wygrywa w walce z innymi.
Dziś na angielskim było juz lepiej. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że nie jestem aż takim betonem w tym temacie :] i na poziomie grupy jak na razie jestem chyba jednym z przodujących. Ale tak jak zawsze mówiłem czytanie i rozumienie nawet mi wychodzi (oczywiście jest barak słownictwa) ale gorzej z mówieniem i pisaniem. Ale to jest właśnie wynik czytania dokumentacji technicznych :/
Wracam do pracy (dzisiaj modernizacja modułu „nowości” i „oferta tygodnia” ) bo chciałbym sie jakoś rozsądnie ok 5 położyć spać :} Jak zwykle tydzień zapowiada się „pełen” braku wolnego czasu... byle do piątku. Nie chcę się jutro spóźnić, w ogóle nie chcę się już spóźniać....
niedziela, 15 października 2006
Koniec i początek
To poszukiwanie...Ta potrzeba do rozwiązania tajemnic życia,
W końcu jakie to ma znaczenie, skoro ludzkie serce
może znaleźć znaczenie|/w najmniejszej z chwil.
Oni tu są.
Pośród nas.
W cieniach.
W świetle.
Wszędzie.
Czy już o tym wiedzą?
To końcówka napisów do nowego serialu który zacząłem oglądać: Heroes. Nie kojarzcie tego z X-Man. Bo tutaj są to normalni ludzie z własnymi problemami, którzy odkrywają w sobie nadprzyrodzone zdolności. I muszą je wykorzystać do uratowania świata, choć jeszcze tego nie wiedzą... Brzmi banalnie, ale to tylko banalny opis. Film już taki nie jest.
Wróciłem z teraz „CykloZen by Night”. Trasa standardowa, puste ulice i ciemne okna (zmęczenie psychiczne...) plus górka na ZWMie (... i fizyczne). Górka nocą to taka nowość w CZ, kurcze zjazd bez hamulców w nocy z niej to super przeżycie. Godzinne pedałowanie po mieście nocą przynosi mi trochę oddechu. Lecz po powrocie do domu wszystko wraca jakby z podwojona siłą ale w końcu przechodzi i się normuje do normalnego poziomu do którego się już muszę przyzwyczaić chyba :}
Muszę zabrać sie jeszcze za angielski bo jakoś nie miałem czasu/chęci do tej pory tego zrobić. Angielski, angielski.... mhhh troche straciłem zapału do tego zresztą jak do wszystkiego ostatnio. Zajęcia (2 do tej pory) do tego wszystkiego mnie jakoś nie powaliły. Boję się że lektorzy podchodzą do tego za bardzo na luzie. Ale zobaczymy...
No i praca, tak... W pracy dużo zmian. Nowy szef, nowe podziały (nowe sekcje), nowe rozwiązania (obecnie planujemy dużo usług,zwłaszcza głównych przenieś n Widowsy...tak trochę to zabrzmiało herezją, ale niestety taka jest rzeczywistość :| ) . Moja pierwsza reakcja na zmiany była strasznie pesymistyczna (a jak! Przecież to ja ;) ) i już myślałem że będzie to kropla która przeleje wszystko i w końcu zdecyduje się na jedną pracę. Niestety okazało się, że teoretycznie może być nawet lepiej a przynajmniej dla nas adminów (nas dwóch). Wybraliśmy stronę i teraz konsekwentnie musimy iść ta drogą. Teraz w tygodniu juz prawie całkowicie nie mam wolnego czasu: praca x 2,angielski i nauka nowego oprogramowania MS... 3,5h spania to już standard. Wiem że to mnie wykańcza ale ja nie umiem sie poddać. Jest coś nowego, nowe wyzwanie i to powoduję, że musze sie z tym zmierzyć. Czasami zadaję sobie to pytanie: „Po co?” ale wolę na nie nie odpowiadać bo może się okazać że życie moje faktycznie jest pozbawione sensu. Co zresztą i tak często mi wychodzi po zastanowieniu :}
Chcę dziś zostać sam, pozwolić Ci przetrwać
Tęsknoty smak nie jest mi obcy,
Zostałem sam aniołowie już poszli
Samotności samotność daje mi odpowiedz
Pomogłem sobie choć nie jestem Bogiem
(Agressiva 69)
Odwróciła się ode mnie kolejna osoba. Chyba faktycznie jestem toksyczny :((
Wiem że każda moja odpowiedz, nawet każdy wpis może wydawać sie tylko głupim lamentem i teatralnym gestem, który ma wzbudzić litość... ale tak nie jest, naprawdę. Ja tylko nie umiem sobie juz poradzić ze wszystkim. Staram sie ale i tak przychodzi chwila, że wszystko się wali i zaczyna od nowa. To nazywam brakiem sensu właśnie :/ Już chyba wszystkie cumy zostały poucinane, czas na rejs oceanem samotności...
Dzisiejszy wpis i cały dzień zresztą nie był już tak budujący jak ostatni (mówię o sobie). Boli mnie głowa. Do dupy ze wszystkim.... nara
Smoki letniego płomienia
Czy w tym zdaniu (tytuł postu) nie ma czegoś magicznego? Dziś przeglądając merlin.pl rzucił mi sie w oczy taki właśnie tytuł książki. Jej samej nie zamierzam czytać ale tytuł mnie powalił i dziś towarzyszy mi przez cały dzień na GTalku (pewni niektórym wydawał się dziwny ;)) "Smoki letniego płomienia"... rewelacja.A jak już jestem przy Merlinie to w piątek zauważyłem, że już całkowicie wygląda jak Amazon kiedyś. Mi ta zmiana średnio sie podoba,bo jednak cenie bardziej orginalność. Wiem, wiem Amazon to twórca standardów eshopingu, ale... Co śmieszne obecny Amazon jakoś tak teraz wygląda jak stary merlin, no ale... widać wiedzą ludzie z Merlina co robią. Już się nawet przyzwyczaiłem do nowego interfejsu. Choć uważam że stary był jak najbardziej przejrzysty i obok Komputronika uważam ten sklep za najlepszy w polskiej sieci, no może jeszcze dorzucę Syriusa.
Dziś budząc się rano stwierdziłem, że co tygodniowe,piątkowe "Hard resety" nie mają sensu. I to był chyba mój ostatni (choć był udany, Yaro + % = inny człowiek :)) jaki zaliczyłem. Jeżeli poznają Cię juz barmani i wiedzą co pijesz to zaczyna być to juz zastanawiające. Dziś czułem zdegustowanie i złość do samego siebie. Wiem że była to jedyna totalna rozrywka w ciągu tygodnia pracy, pracy, braku snu i bólu wnętrzności (bo tak jakoś kojarzą mi się ostatnio tygodnie, choć oczywiście jest to przerysowane i pewni spowodowane moim obecnym nastrojem, częstym ostatnio. Każdy dzień staram sie przeżyć maksymalnie żyjąc bez planów i celów, więc zawsze trochę czasu znajduje na oderwanie sie od pracy. Choć czasu tego ostatnio mało jest w tygodniu.), ale jakoś przestało mi sie to podobać. Juz w ten piątek jakoś nie chciało mi sie iść ale obiecałem więc poszedłem. Soboty w sumie po resecie są też skazane na marnotrawstwo bo dzięń staje sie b. krótki wstając o 11-12 a tego nie lubię.
Ogólnie staje sie ostatnio dziwny jakiś, widzę to po reakcjach przyjaciół i bliskich (którzy zresztą ostatnio jakoś coraz częściej zapominają o mnie :/ a telefony od mamy wyglądają jakby sprawdzała czy żyję jeszcze i totalnie nie zwariowałem :)). Zresztą ja się im chyba nie dziwię sam siebie czasami się boję, a moje ironiczno-pesymistyczne podejście może drażnić nużyć. Ale jakoś juz przestało mi sie chcieć udawać. Tak żyje więc tak mówię.
Dzisiaj poszedłem na zakupy żeby sobie poprawić humor ("ona" we mnie w takich chwilach bierze górę ;) ) i wracając poczułem zapach palonego drzewa... jesienna pogoda,chłodno i ten zapach... rewelacja. Ja chcę mieć kominek! Wiem w bloku raczej nierealne. Ale jak w końcu zdecyduję się na ten remont pokoju (zapał ten rośnie i zaraz spada bo od razu stwierdzam ze to nie ma sensu, bo po co, itp. :/) to może taki elektryczny sobie sprawię, żeby przynajmniej "migał ogień" (widziałem kiedyś w Obi takie atrapy do kominków elektrycznych,wyglądał jak żywy, tylko nie miał zapachu :((( )
Na dziś tyle. Nawet tego nie czytam niech leci:} Popracuje jeszcze z godzinkę. Wykąpię się (mam nowe sole w takich suuuuper kolorach) i do spania. A jutro znowu wszystko od początku. Dobranoc. Chyba ponownie wrócę do blogowania. Taki ekshibicjonizm czasami pomaga,więc przepraszam za to :}