wtorek, 21 lutego 2006

Lunche, brunche i dinery

Teraz wszystko bedzie jasne co jest czym:

Lunch.
Nie jest śniadaniem. Nie jest obiadem. Wczesna pora ( ok. godz. 13.00) sugeruje lekkie menu. Jego forma bywa różna – od kanapki w pobliskim fast foodzie, przez bardziej wyszukane formy zaspokojenia lekkiego głodu (w rozsądnych ramach finansowych), po wytworne i biznesowe spotkania w miejscach bardzo eleganckich. W naszym rodzimym wydaniu lunch zamienia się niejednokrotnie w ulubiony zestaw obiadowy Polaków: zupa pomidorowa i schabowy ;) Przerwa na lunch ma niewątpliwą zaletę – wstajemy na chwilę od biurek i przewietrzamy głowy.

Brunch.
To niezobowiązujące spotkanie w mieście, w dniu wolnym od pracy w godzinach około południowych. Raczej kameralne, często z pomysłem poznania bliżej baru, który zobaczyło się kątem oka w tygodniu lub słyszało zachęcające opinie. To sposób na spróbowanie nowych dań, ciągle lekkich ze względu na porę. Plotki z przyjaciółką, z którą widujemy się stanowczo za rzadko. Na krótkie i smaczne spotkanie w starannie dobranym gronie znajomych. Nie mamy ochoty poświęcać krótkich, wolnych chwil na przyrządzanie jedzenia w domu. Teraz co krok pojawiają się nowe lokale gastronomiczne. Brunch stanowi dobre rozwiązanie.

Późno jadane dinnery to po prostu nasze kolacje.
Odbywają się w wytwornej oprawie, starannie zaaranżowanej atmosferze, sprzyjającej nieśpiesznej degustacji. Coraz częściej łączą życie towarzyskie ze sprawami zawodowymi. Tak naprawdę … nie ma powodów by kolację nazywać dinnerem…

Źródło: kuchnia.o2.pl