piątek, 28 lipca 2006

Cyklo Zen

Napadła mnie nagła chęć wyjechania żeby oderwać sie choć na chwile. Batonik „Bounty” bidon wody (aluminiowy to był dobry zakup w końcu woda po 2h smakuje jak woda), iPodzik i jazda. Zaczynamy: bzów, oleska wiadukt, katowicka, 1-Maja, wiadukt na struga, struga (5 lat z życia – Technikum Gospodarki Wodnej, specjalność Ochrona Wód – a skończyłem jako programista PHP i Webmaster ;)), teraz stare znajome skróty wzdłuż Odry i siup pod gore na komionke koło starej chyba cementowni (na Jana z Jemielniccy – ta nazwa zawsze mnie powala, miałem tam praktyki, byłem „chemikiem” a praktyka polegała na „lataniu” z pilnikiem..... oj działo się, działo. A na kamionce faktycznie są glooooony, ale ogólnie fajnie wygląda. Większa niż Sylezja), wzdłuż kamionki i później to juz „opcja na hiphopowca a później w lewo” czyli nie wiadomo gdzie ale zawsze do przodu :) jadę, jadę ..... o! Proszę Grudzice no to w lewo , wiadukt, armii krajowej, dworzec PKP, krakowska, rynek (Tyskie w ogródku), rondo, cementowa (!!! 41km/h co jest!!?? aaaa już jasne „Wet Send” RHChP, tiaaaaa to daje powera), harcerska (ostro pod górę), w lewo w kierunku sylezji i potem w prawo na polna drogę „AT” skok ze stopnia, pizzeria Ali baba i oleska, wiadukt, nysy łużyckiej, w prawo – luboszycka, wiadukt i chabry.... ale to nie koniec bo ja jutro śniadanie za „plastik” zjem ale myszon potrzebuje gotówki – no to do bankomatu na zwm, bankomat, wodociągowa, obok basenu, plac róż, bzów i domek. I jakby nie było 28 km zrobione.
I tak powstał „wspaniały” wpis w stylu Mirona Białoszewskiego tylko że nie warszawa, ale opole ;) Teraz kąpiel + okocim palone, książeczka i lulu a co?! Raz mogę iść przed 1:00
Ale tak naprawdę wcale nie jest mi wesoło :(