Wtorek. W pracy jest jeszcze jakoś do zniesienia choć czasami uderza we mnie fala i wtedy wysiadam. Teraz zaczyna sie normalny dzień taki sam jak inne obecnie przeszłe i przyszłe. Nic chyba w sumie wesołego. Z Babcia nie jest dobrze :( Traci wzrok w jednym oku i teraz trzeb juz sie skupić na ratowaniu drugiego :((( Mam nadzieje że to pierwsze nie jest jeszcze stracone. Może preparaty i witaminy pomogą. W czwartek kolejna wizyta. Jak teraz na nią patrze to widze że jest taka krucha... ma nadzieje że wszystko będzie dobrze.
Tracę juz siły. Dziś jeszcze doszło jakieś boleści chyba brzucha lub żołądka. Sypie się :} Spraw urlopu sie chyba wyjaśniła: do końca tygodnia przyjdzie program festiwalu, który mam umieścić w sieci, ale nie wiadomo kiedy. Tylko że że przeniesieni tego do htmla traw z 3-4 dni (z poprawkami). Więc jak przyjdzie w piątek... papa pierwszy terminie :/
Straciłem dar porozumiewania się z bliskimi osobami. Zawsze myślałem że to się nie stanie, a jednak... To jest chyba jednak moja wina. Przypomniało mi sie że kiedyś często mi powtarzano będzie mi ciężko w życiu z moim charakterem... i chyba mieli racje.
Jadę zawieźć klucze na działkę do mamy, nie chce mi się bo mam dużo roboty i w dodatku jestem zmęczony i chętni bym sie wykąpał (namiastka azylu: wanna, gorąca woda).
Ok jade.