wtorek, 30 stycznia 2007

Sola ryba pomidorowa

Właściwie to już od dłuższego czasu zastanawiam się czy jest sens pisać te wszystkie wpisy zwracą się do "Was". Prawdopodobnie i tak tego nikt nie czyta. Ale nie, nie jest to sztuka dla sztuki. Jakaś taka dziwna przyjemność wiąże się z publikowaniem jakiś nawet małych skrawków życia w sieci. Powracanie później do tego czasami jest wesołe, czasami jest smutne i boli. Ale jednak jest jakimś takim w swego rodzaju zapisem tego co się stało w tobie, gdzie jesteś teraz. Nie raz mam ochotę coś napisać od siebie a nie tylko wrzucić jakieś zdjęcie, czy newsa "ze świata", tylko że wtedy przeważnie nie mogę tego zrobić bo jestem albo poza domem albo w pracy. Później juz jak siadam do komputera to trudno jest odtworzyć poprzednie mysli i pisanie wydaje się już sztuczne, nie naturalne, takie na siłę. Inna sprawa to nauczyć się pisać o sobie tak otwarcie z myślą że teoretycznie każdy to może przeczytać i tak naprawdę mieć nad tobą przewagę bo wie co się dzieje w twojej głowie i życiu, a przecież nie wszystko mówimy ludziom, a jednak o tym piszę - to zawsze mnie zastanawia. Tak samo u innych piszących blogi. Czy wszyscy tak po trochę jesteśmy takimi ukrytymi ekshibicjonistami? Pewnie tak. Ale to czasami pomaga. Nie zawsze ale czasami tak. Zawsze to jakaś forma zrzucenia z siebie tego co cie dusi i nie pozwala zapomnieć.
Dzisiaj dzień był naprawdę męczący i jak nigdy chyba byłem totalnie zrezygnowany, rozbity i zobojętniały. Od razu z rana rzuciłem się wir pracy bo to jest jedyny sposób żebym nie zasną w pracy jak jestem skrajnie zmęczony. Odrywasz się w tedy i nie myślisz jak jest Ci źle. Nie trzeba rozmawiać, uśmiechać się na siłę.
Niestety nastąpiły komplikacje z działaniem jednej z witryn które tworzę wiec nie obyło się bez stresu. ale do skomasowanych ataków "złego" jestem już przyzwyczajony. Taka karma jak widać.
Pop powrocie do domu już nie wytrzymałem i po obiedzie padłem jak kłoda owinięta w ciepły kocyk. Ale co to jest za sen jak budzisz się co jakiś czas ze świadomością że musisz przeczytać pocztę czy nie ma jakiś nowych wytycznych na dziś (praca). Inna sprawa, że jak zauważyłem już nie wypoczywam sypiając i przeważnie budzę się zmęczony. Może to wina ilości snu ("może" to tak ironicznie powiedziane bo pewnie jest to "pewnie"), wyliczyłem że średnia w tygodniu wynosi 3,5h. Fajnie co? W sobotę nie miałem za bardzo nastawienia na pracę ale niestety spać tez nie mogłem bo organizm jest przyzwyczajony już do chodzenia spać min. o 3 w nocy :}
"Zabrano" mi też jedna z przyjemności dnia (jak nie jedyną czasami) - kąpiel. Zabrano to źle powiedziane bo chyba sam to sobie zabrałem. Codzienne siedzenie w gorącej wodzie spowodowałem, że mam skórę sucha jak papier, szorstka i boląca już. A mówią że higiena musi być :} A to (kąpiele) są dla mnie jak narkotyk... zastanawiam się czy wytrzymam dziś bez tego.
Na koniec coś o Mustafie: tej szynszyli już całkowicie odbiło. Mam już go serdecznie dosyć, tego gryzienia, syczenia i gonienia go po pokoju żeby wszedł na noc do klatki. Znają moje szczęście to jeszcze będziemy dluuugie lata razem. No i jednak ciężko mi mu źle życzyć :/ Ja chcę kota.