I by nie było tego wpisu i innych zresztą też, tych następnych bo by mnie nie było na typ łez padole :} Dzisiaj, o tak powiedzmy o 1m przeżyłem...
Wracając z pracy miałem już wszystkiego dosłownie dość, kipiałem i czekałem aż sie wszystko przeleje i mnie zaleje i utonę w tej szarej mazi. Zmęczenie (nie użalam się nad sobą, bo mi ot zarzucają...), wnerwienie jeszcze na koniec w pracy (niektórzy chyba nie zdają sobie sprawy z tego jacy są i z głupot jakie gadają) i ogólne nastawienie niezbyt optymistyczne (przemijający czas coraz częściej dyszy mi na kark i zagląda prze ramię, boje się tego...a to powoduje lawinę) sprawiły że chciałem po prostu wyłączyć się i mieć wszystko w d... daleko :}
Kupiłem bułeśki, serek, soczek zapodałem blety z kofeina i innymi megadopalaczami i na rower... First CykloZen 2007. Pojechałem sobie nad rzekę, mam takie fajne miejsce, które odkryłem tego lata. Porobiłem kilka zdjęć (są na webpicasa), zjadłem, zmarzłem i do domu. Chciałem jeszcze zobaczyć na jedna z moich ulubionych dróg (przez pola, na prawo od sylezji, wyjazd przy pizzerii Ali Baba). Światełka (tylne, przednie), spojrzenie do tyłu jak daleko są samochody, ok, rączka i... tylko pisk za plecami i takie dziwne uczucie zbliżania sie masy... kutas jeden nie raczył zwolnic no bo po co!!!!! Od razu mówię że tu nie było mojej winy i wszytko zrobiłem jak należy i on o tym dobrze wiedział bo tylko spojrzał przerażony na mnie, na gaz i tyle go było widać. Dobrze że sie obejrzałem jak usłyszałem/poczułem jak sie zbliża i odbiłem w prawo... 1m.
Tydzień nawet mina szybko. Chyba skończyłem wdrażanie eCard (teraz to testują), jeszcze drobne poprawki i będzie zrobione. Trochę ciężko było sie dogadać z obsługa eCard i w sumie tydzień doszedł na jałową wymianę e-m. A po za tym bez zmian. Dalej życie nie stanowi dla mnie obiektu westchnień. W środę test z angielskiego. Oglądnę coś i może jakaś kąpiel i do Karocy Nocy :)