środa, 3 maja 2006

Muniek Staszczyk

Wczoraj rozmawialiśmy w pracy o T.Love, a dziś trafiłem na artykuł o Muńku. Wiedziałem, że to myślacy facet i proszę potwierdziło się to co sadziłem o nim od kiedy pierwszy raz usłyszałem T.Love (w młodości... ;). Poczytajcie sobie (art. pochodzi z kobieta.gazeta.pl):

"Mój stosunek do Polski od zawsze był 'Love and Hate' [tytuł piosenki z najnowszej płyty T.Love]. Już kiedyś prawie podjąłem taką decyzję, ale odkąd mam rodzinę, stwierdziłem, że zostaję. Ale mam politycznego pecha: kiedy głosowałem na koalicję postsolidarnościową, wygrało SLD, kiedy na Tuska, wygrał Kaczyński. Poza tym w naszym kraju dominuje towarzystwo wzajemnej ostrogi. Jak ci się udaje, to zaraz ci dołożą. Od tej polskości, o której pisze Gombrowicz, od tej 'gęby polskiej' nie da się uciec. Ostatnio czytałem 'Boże igrzysko' Normana Daviesa i pomyślałem: jaki ten facet jest obiektywny. Nie musi się nikomu przypodobać, wyrażać czyichś sympatii politycznych. On może patrzeć na Warszawę, na to, co tu się stało, bez obciążenia polskością. Kompletną paranoją było na przykład to, co działo się po śmierci Czesława Miłosza - te głosy zacietrzewionych Polaczków, które krzyczały, że 'pan Miłosz jest Litwinem, więc niech go na Litwie pochowają', a poza tym 'pan Miłosz nie jest katolikiem, więc nie można go pochować na Skałce'. Za kuriozum w pewnym sensie odpowiedzialny jest PiS, który dzieli Polskę na tę konserwatywną, prawicową, i tę bezbożno-liberalną. Jak wiadomo z historii, segregacja prowadzi w ślepy zaułek, za którego rogiem czai się nienawiść."