sobota, 24 lutego 2007

Kuleśki, bułeśki, karteśki...

No planowanie weekendu poszło do pieca, że powiem to dyplomatycznie :/ No nic może jakaś chwila odpoczynku będzie za tydzień. W pracy zakończył się 2-miesięczny remont (tak wygląda obecnie "Masta Room No. 104") i jestem z tego naaaaprawde zadowolony. Brud, pył i hałas stawał się już makabrycznie wnerwiający. Wyplata miała być (widać nawet pewne źródła się mylą) i nici, więc dziś na obiad/kolacje znowu kolejna permutacja bułka-cebula-seler-serek :} W ten weekend nie poszalejemy hehe...
Na Travianie ruszyłem z budowa 4 wioseczki! :) Atak na pierwszą "15" ogłaszam za rozpoczęty ;)
Boli mnie głowa, zaczyna działać 4 kawa...
Ruszyła lewa flanka. Dzikie spojrzenia znalazły cel. Towarzysze z prawej już byli tylko wspomnieniem... lewa noga, prawa... zimno, mróz. Trzask kruszonej, zamarzniętej krwi mieszaj się z parskaniem koni oficerów. Zamiast białego śniegu, czerwony, zamarznięty dywan - resztki tych którzy również tak jak i oni byli pewni swojego zwycięstwa. "Ale nam się uda... musi!" - jedna zbiorowa myśl łączy ich teraz razem w jeden organizm, który zaraz skoczy do gardła swojego wroga. Do kolorów bólu dojdzie jego dźwięk. Skowyt, wrzask, świst mieczy i tępe dźwięki stali na kruszonych kościach. Pełna harmonia śmierci. Rewolucja się zaczęła...
... nie ten czas nie ta epoka. Idę się wykapać. Ave.