Cyklady 2009 się udały to chyba najważniejsze o czym warto napisać. Miało być 210 osób było 100, ale w sumie spodziewana ilość jak na pierwszą taka imprezę w historii (bo tak mogę o tym powiedzieć). Tak po cichu przyznam, że sam jestem zaskoczony, że wszystko poszło zgodnie z planem i tym co ustaliłem na początku, czasowo i programowo. Pogoda była idealna na tego typu imprezę. Słoneczko lekki wietrzyk dla latawców. Ideał. Jedzenia masa, w końcu miało być ponad 200 osób. A co najbardziej cieszy? Roześmiane twarze uczestników i ich radość w czasie trwania pikniku i w czasie powrotu. Podziękowania, które są strasznie miłe. To wszystko pokazuje, że warto było się starać i organizować to pomimo trudności. I co dalej? W następnym roku Cyklady 2010 :) Zostaliśmy do tego zmuszeni prawie, że przez uczestników i tych, których nie było (żałowali!) Poprzeczka poszła w górę (sam tego chciałem ;), teraz obmyślam termin i tematyczny "punkt zaczepienia". Czego się boję? Teraz już wymagania i oczekiwania mogą być większe ;)
Tutaj zdjęcia z imprezy...
A dzisiaj? A dzisiaj może być ciężko :) Dwa wieczory kawalerski na raz, na szczecie w jednym lokalu. Zbliża się urlop trzeb zagęszczać prace w dwóch firmach, żeby wszystko pozamykać. Wieczory są już chłodne, czuć zimę w kościach już tusz-tusz :( Czasami boli życie, ludzie ranią, obłuda i fałsz wciąż obecne. W oderwaniu powracam do klasyki "wycinania" - Painkiller. Jestem.
Za oknem słoneczko więc nie jest najgorzej, prawda?